sobota, 30 listopada 2019
Flash Fiction #6 - Lucie Herondale spotyka ducha
"Londyn, 1897 rok
- Istnieje wiele rodzajów duchów - powiedziała Jessamine. - ale zazwyczaj zawierają się w trzech kategoriach. Głownie znasz duchy takie jak ja, które są dobre i piękne oraz mają cudowne osobowości.
Lucie niemal prychnęła, ale na szczęście zdawało się, że Jessamine tego nie zauważyła. Znajdowały się na dziedzińcu Instytutu, gdzie Lucie bawiła się, unikając swojej rodziny. Woolsey Scott przychodził na herbatę, a oni byli zajęci przygotowaniami oraz chowaniem srebra - jak wszystkie wilkołaki, był na nie uczulony. Lucie nie miała nic przeciwko Woolsey'owi Scottowi, poza tym, że jak większość dorosłych, wizytujących Instytut był okropnie nudny i zawsze, gdy na nią patrzył, czuła się jakby oceniał ją przez jej nieład i jej poplamione atramentem palce. Wymknęła się do ogrodu, a gdy nikt nie przyszedł, by ją zabrać, stwierdziła, że jest bezpieczna.
Może stwierdzili, że nadchodzący deszcz sprawi, że wróci do środka. Niebo było ciężkie od ciemnych chmur, i chociaż deszcz jeszcze się wstrzymywał, powietrze było przepełnione charakterystycznym zapachem, zwiastującym nieuniknione.
Wymyśliła grę do historii, którą ostatnio tworzyła. Była o wysoko urodzonej młodej dziewczynie, która została zmuszona do zostania królową piratów, by uratować jej porwanych rodziców i odkryła, że ma do tego żyłkę. Lucie biegała po ogrodzie, machając pomiędzy krzakami, wyobrażając sobie, że jest piracką królową, której żeglarze wznieśli bunt. Kluczem było wyglądanie na głęboko zasmuconą, niesamowicie tragiczną, a następnie obrócić się szybko, dźgając patykiem, którego używała jako szablę.
Zatrzymała się, by wymyślić, czy królowa powinna zauważyć srebrną maskę czy czarną, gdy Jessamine, duch rezydujący w Instytucie, przybyła, spływając z wyżej znajdującego się okna, jak wyrwana kartka, spadająca na wietrze.
Lucie znała Jessamine całe swoje życie i rozumiała, że Jessamine przyjaźniła się z jej rodzicami, kiedy była żywa, chociaż żadne z nich nigdy nie opowiedziało jej całej historii. Lucie myślała o Jessamine głównie jak o części mebli, pływającej obecności, która wydawała się rada z przepływania przez korytarze instytutu oraz okazjonalnego krytykowania nowego, nowoczesnego wystroju oraz wyborów ubraniowych taty Lucie.
- Witaj, Jessamine - powiedziała teraz Lucie. Była rozczarowana, podobała jej się jej gra. Miała nadzieję, że zapamięta wszystkie detale królowej piratów oraz buntu, by mogła zapisać je, gdy wróci do środka.
- Lucie - powiedziała Jessamine. - Sądzę, że nadszedł czas, by porozmawiać z tobą o duchach.
- Teraz? - zapytała Lucie w konsternacji.
Jessamine spojrzała na niebo.
- To odpowiednia pogoda dla duchów - powiedziała. - A teraz posłuchaj. Niektóre duchy pozostają pośród żywych, ponieważ trzyma ich jakaś niedokończona sprawa. Niektórzy zostają, by ochraniać tych, których kochają. A jeszcze niektórzy pozostają przez nienawiść, złe zamiary, rozgoryczenie. - Zmierzwiła włosy Lucie; odczucie było takie jakby zrobił to wiatr. - Musisz nauczyć się jak ignorować ten typ duchów. Odwróć się od nich. One karmią się twoim strachem. Bez twojego strachu nie mogą ci nic zrobić.
- Zapamiętam - wymamrotała Lucie.
Jessamine pochyliła głowę.
- Mam nadzieję - powiedziała i zniknęła tak niespodziewanie jak się pojawiła.
Lucie założyła, że Jessamine stała się duchem, by chronić tych, których kochała, ale i tak była bardzo dziwna. Trochę bardziej niepewna, wróciła do swojej zabawy. W oddali dało się słychać odgłosy, które mogły być grzmotami, albo tylko hałasami Londynu.
Jej zabawa wyprowadziła ją z dziedzińca i trochę wzdłuż drogi. Ulica była niemal pusta, ale w pewnym momencie Lucie obróciła się, by skonfrontować się z bosmanem, który tylko udawał, że był wobec niej lojalny, podczas gdy tak naprawdę pracował dla zbuntowanego pierwszego oficera i niemal dźgnęła prawdziwą osobę. Wciągnęła gwałtownie powietrze i zrobiła krok w tył.
- Bardzo przepraszam! - wykrzyknęła. - Nie wiedziałam, że pani tu była.
Kobieta, która stała przed nią miała na sobie ciemną szarą wiktoriańską suknię, która sprawiała, że kobieta wyglądała na staromodnie ubraną nauczycielkę. W swoich zakrytych rękawiczkami dłoniach trzymała zniszczoną, czarną torbę podróżną. Jej twarz była chuda, blada i mizerna, a włosy rozczochrane.
Lucie czekała niezręcznie, niepewna co powiedzieć. Powinna była zostać na ziemiach należących do Instytutu, gdzie czar ochronny pilnował, by przyziemni się tam nie pojawili. Kobieta spojrzała na nią, a Lucie zastanawiała się, czy może czasem nie jest przyziemną. Ale nie miała na sobie runów, więc nie była Nocną Łowczynią. Czy mogła być Podziemną? Nie widać było na niej żadnych zewnętrznych śladów na bycie faerie, czarownicą, czy wilkołakiem, a chociaż była blada, stała w świetle słonecznym, więc nie mogła być wampirem.
- Muszę cię o coś zapytać, mała dziewczynko. - Głos kobiety był szorstki, jakby nie mówiła przez długi czas. - Czy twoi rodzice nie szukają guwernantki? Jestem wyśmienitą guwernantką.
Wyciągnęła kartkę papieru - prawdopodobnie swoje referencje - ale uwagę Lucie przyciągnęła jej dłoń.
Już nie była okryta rękawiczką. Teraz była szkieletowa, kość biała jak śnieg. Ciemna, czerwona krew spływała po końcach jej palców, mocząc papier.
Lucie cofnęła się, nie umiejąc złapać oddechu.
- Jesteś duchem - wydusiła, nie zamierzając tego powiedzieć. Ale duch nigdy wcześniej nie podszedł do niej na ulicy jak teraz, a na pewno nie taki z kościstymi dłońmi. Znowu spojrzała na twarz ducha. Była wychudła, trochę zniekształcona i to ją przeraziło.
- Nie możesz mnie oszukać - powiedziała Lucie, starając się brzmieć odważnie. - Widzę, kim jesteś.
- Jaka mądra mała dziewczynka. - Chrapliwy głos ducha przybrał niemiły ton. - Nie lubię mądrych małych dziewczynek. Kiedyś zajmowałam się szóstką takich. Oszukiwały mnie i drwiły ze mnie. Pewnej nocy poszłam do ich pokoju i dźgnęłam każdą z nich po kolei w ich mądre, małe serca.
Krew Lucie stała się zimna. Duch wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć serca Lucie, a ona odwróciła się i pobiegła w kierunku domu. Pamiętała, co powiedziała jej Jessamine, ale jak mogła się nie bać? Czuła obecność ducha za nią, dreszcze na karku. Lucie prawie dotarła do bramy, gdy potknęła się o wystający kamień i upadła zadrapując sobie kolano na chodniku.
Duch podpłynął bliżej, sięgając jakby chciał jej pomóc.
- Mogłabyś być moją nowa uczennica.
Lucie odsunęła się.
- Stop! Odsuń się!
W zaskoczeniu zauważyła, że duch odsunął się gwałtownie, wyglądając na zaskoczonego. Może małe dziewczynki nie miały w zwyczaju na niego krzyczeć. Lucie miała właśnie zacząć krzyczeć o pomoc, ale pomoc już dotarła.
Jessamine spłynęła z nieba i stanęła pomiędzy Lucie a kobietą. Ale to była Jessamine jakiej Lucie nigdy wcześniej nie widziała: Anioł zemsty, wiszący nad Lucie oraz kobietą-duchem, a lodowata furia była widoczna na jej twarzy. Lucie wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy Jessamine uniosła ręce jakby miała rozpocząć przerażające zaklęcie.
- Nie - jęknęła kobieta, jej usta rozszerzały się szeroko, ukazując ciemność. - Nie wiedziałam, że było chronione. Nie wiedziałam...
- Odpłyniesz stąd - rozkazała Jessamine i nawet jej głos był inny, głęboki i dziki jak uderzające o brzeg fale. - Zostawisz to miejsce, wstrętna duszo!
Duch skulił się na chwilę, a następnie zamienił się w nicość.
Lucie leżała na ścieżce w ogrodzie, wpatrując się w Jessamine, która skurczyła się do swoich normalnych rozmiarów.
- Przestań się gapić Lucie, zrobią ci się od tego zmarszczki. Chodź, wstawaj. - Jej normalna mina powróciła, śliczna, dystyngowana i odległa.
- Dziękuję - powiedziała Lucie słabo.
- Uważaj na to jak idziesz - powiedziała Jessamine surowo. - I przestrzegaj tego, co ci powiedziałam. Istnieje więcej niż jeden rodzaj duchów. - Po tych słowach uniosła się w górę i zniknęła.
Lekcja pozostała z Lucie przez długu czas. Nigdy nie winiła Jessamine za brak wiedzy o czwartym rodzaju duchów. A nawet gdyby wiedziała, nie udałoby się jej przygotować Lucie na fakt, że spotkanie go zmieni jej życie na zawsze"
piątek, 29 listopada 2019
Daty urodzin bohaterów "Mechanicznego Anioła"
Siódmego listopada miało premierę specjalne wydanie "Mechanicznego Anioła", ponieważ za niedługo mija dziesięć lat od wydania właśnie tej książki. Na początku miałam sobie go nie kupować, ewentualnie poprosić je na święta, czy coś (jakoś nie jestem fanką posiadania kilku egzemplarzy tej samej książki), ale wszędzie widziałam piękne ilustracje tej książki i... zapragnęłam ją kupić. Tak więc ósmego listopada chyba jakoś o pierwszej w nocy (mam ostatnio problemy ze snem) kupiłam ją (po co kupować jedzenie skoro można karmić się słowem pisanym).
Czekałam z niecierpliwością na przesyłkę i zakochałam się natychmiast jak złapałam ją w swoje łapki.
Jednym z dodatków w tej książce jest strona z datami urodzin bohaterów "Mechanicznego Anioła", więc nie dowiemy się kiedy dokładnie urodziła się Cecily czy Gideon.
A oto one (w powieści ułożone są w innej kolejności, ale ja je ułożyłam w kolejności od najstarszego do najmłodszego bohatera):
Charlotte:
11- ego maja 1855 roku
Henry:
5-ego marca 1856 roku
Sophie:
7-ego lutego 1858 roku
Gabriel:
2-ego czerwca 1860 roku
Jessamine:
10-ego sierpnia 1860 roku
Jem:
8-ego listopada 1860 roku
Will:
30-ego grudnia 1860 roku
Tessa:
28 stycznia 1862 roku
Zauważyłam, że w "Mechanicznym Księciu" Will mówi, że Jem jest od niego starszy o 3 miesiące, a według tych dat, Jem jest starszy o niecałe 2 miesiące. Nie wiem czy Cassie zapomniała o tym, czy postanowiła to zmienić, chociaż pamiętam też, że w "Mechanicznej Księżniczce", która dzieje się jakoś około października Charlotte stwierdza, że Jem nie ma jeszcze osiemnastu lat, czyli tutaj by pasowało.
środa, 27 listopada 2019
Śmierć Godfrey'a Gao
Mam nadzieję, że wszyscy pamiętacie Godfrey'a Gao, który grał Magnusa Bane'a w filmie "Dary Anioła: Miasto Kości" z 2013 roku.
Gazety podają, że 35 - letni mężczyzna zmarł dzisiejszego dnia. Zasłabł podczas nagrywania programu w Chinach, zmarł w szpitalu w wyniku nagłego zatrzymania akcji serca.
To była dosłownie pierwsza rzecz jaką przeczytałam po przebudzeniu i nie mogłam w to uwierzyć. Przecież on miał 35 lat, a w mojej głowie tacy ludzie są jeszcze młodzi i nie powinni umierać. Zwłaszcza, że obserwuję go na Twitterze i widziałam rzeczy, które publikował, a tu nagle...
Nie mogę sobie wyobrazić co czuje jego rodzina i bliscy. Niby mówi się, że każdy człowiek umiera, więc na końcu wszyscy jesteśmy równi, ale jednak niektórzy umierają po 90 latach życia, a niektórzy właśnie w wieku trzydziestu kilku i jak dla mnie to nie jest sprawiedliwe, no ale całe życie nie jest sprawiedliwe, więc dlaczego śmierć ma być....
Gazety podają, że 35 - letni mężczyzna zmarł dzisiejszego dnia. Zasłabł podczas nagrywania programu w Chinach, zmarł w szpitalu w wyniku nagłego zatrzymania akcji serca.
To była dosłownie pierwsza rzecz jaką przeczytałam po przebudzeniu i nie mogłam w to uwierzyć. Przecież on miał 35 lat, a w mojej głowie tacy ludzie są jeszcze młodzi i nie powinni umierać. Zwłaszcza, że obserwuję go na Twitterze i widziałam rzeczy, które publikował, a tu nagle...
Nie mogę sobie wyobrazić co czuje jego rodzina i bliscy. Niby mówi się, że każdy człowiek umiera, więc na końcu wszyscy jesteśmy równi, ale jednak niektórzy umierają po 90 latach życia, a niektórzy właśnie w wieku trzydziestu kilku i jak dla mnie to nie jest sprawiedliwe, no ale całe życie nie jest sprawiedliwe, więc dlaczego śmierć ma być....
wtorek, 26 listopada 2019
Luźny opis "The Lost Book of the White"
Premiera: 01.09.2020
"Jest 2010, a Magnus i Alec niedawno adoptowali małego czarownika Maxa. Przyzwyczajają się do życia jako rodzina (z dzieckiem, które od czasu do czasu zamienia się w nietoperza), gdy przyjaciel Magnusa z przeszłości pojawia się, niosąc ze sobą potworny sekret. By go uratować, Magnus i Alec muszą pojechać do Szanghaju, zabierając ze sobą budzącą szacunek asystę w postaci Clary, Jace'a, Simona i Isabelle. Ale czy będą w stanie mu pomóc oraz powstrzymać Białą Księgę do wpadnięcia w najgorsze możliwe ręce?"
"Jest 2010, a Magnus i Alec niedawno adoptowali małego czarownika Maxa. Przyzwyczajają się do życia jako rodzina (z dzieckiem, które od czasu do czasu zamienia się w nietoperza), gdy przyjaciel Magnusa z przeszłości pojawia się, niosąc ze sobą potworny sekret. By go uratować, Magnus i Alec muszą pojechać do Szanghaju, zabierając ze sobą budzącą szacunek asystę w postaci Clary, Jace'a, Simona i Isabelle. Ale czy będą w stanie mu pomóc oraz powstrzymać Białą Księgę do wpadnięcia w najgorsze możliwe ręce?"
poniedziałek, 25 listopada 2019
Fragment "The Lost Book of the White" - The Eldest Curses #2
"Alec wziął zapiskę.
- Nie bardzo podoba mi się, że patrzą tutaj na mnie jak na wroga - powiedział. - Jesteśmy po tej samej stronie, Nocni Łowcy i Podziemni.
Jace uniósł brew.
- Sądzę, że Clave uważa, iż jesteśmy po przeciwnych stronach.
- To niedorzeczne - powiedziała Clary. - Jak wiele faerie było tak naprawdę po stronie Sebastiana podczas wojny? Królowa, jej dwór... mały procent ich wszystkich. Ale ukaraliśmy ogół.
- Oni ich ukarali - powiedział Simon. - My niczego nie zrobiliśmy. Próbowaliśmy zapobiec Zimnemu Pokojowi.
- Dopóki możemy wytłumaczyć to każdemu indywidualnie, jestem pewien, że będzie w porządku - odpowiedział Jace.
- Może powinniśmy zrobić sobie koszulki - zaproponował Simon. - "Próbowaliśmy zapobiec Zimnemu Pokojowi.""
Tęskniłam za nimi
- Nie bardzo podoba mi się, że patrzą tutaj na mnie jak na wroga - powiedział. - Jesteśmy po tej samej stronie, Nocni Łowcy i Podziemni.
Jace uniósł brew.
- Sądzę, że Clave uważa, iż jesteśmy po przeciwnych stronach.
- To niedorzeczne - powiedziała Clary. - Jak wiele faerie było tak naprawdę po stronie Sebastiana podczas wojny? Królowa, jej dwór... mały procent ich wszystkich. Ale ukaraliśmy ogół.
- Oni ich ukarali - powiedział Simon. - My niczego nie zrobiliśmy. Próbowaliśmy zapobiec Zimnemu Pokojowi.
- Dopóki możemy wytłumaczyć to każdemu indywidualnie, jestem pewien, że będzie w porządku - odpowiedział Jace.
- Może powinniśmy zrobić sobie koszulki - zaproponował Simon. - "Próbowaliśmy zapobiec Zimnemu Pokojowi.""
Tęskniłam za nimi
niedziela, 24 listopada 2019
Dlaczego Matthew mógłby być Herondale'em
Will Herondale w "Mechanicznej Księżniczce":
"- Uważam, że nie możesz walczyć, bo jesteś w sukni ślubnej - odparł Jem. - I cokolwiek to dla ciebie znaczy, nie sądzę, żeby Will też potrafił walczyć w takim stroju.
- Może i nie - przyznał Will, który miał uszy jak nietoperz - Ale byłbym olśniewającą panną młodą. "
Matthew Fairchild w "Flash Fiction #5"
"- Byłem nadzwyczajnie bojaźliwy w dniu mojego ślubu - powiedział mu Henry podczas śniadania. - Wiesz jak źle o sobie myślałem, kiedy byłem młody - wierzyłem, że twoja mama nie mogłaby kochać mnie tak jak ja kochałem ją. I wiesz jaki roztargniony potrafię być. Powtarzałem słowa w kółko i w kółko i byłem tak pewny, że powiem je źle, że kiedy nadszedł czas, powiedziałem je bez zastanowienia wszystkie na raz. Ostatecznie wszystko poszło gładko, za wyjątkiem małego incydentu ze spalonymi kwiatami. Ale to już inna opowieść.
- Dziękuję za radę, papo - powiedział Matthew, opierając się czule o krzesło swojego taty. - Ale muszę zauważyć, że nie biorę ślubu z Jamesem. Chociaż wyglądałbym zjawiskowo w ślubnej koronce."
James Herondale w "Chain of Gold"
- (...)A jeżeli stanie się to w dzień, w który ma na sobie naprawdę koszmarną suknię, nawet bardziej. Wszyscy będą się zastanawiać, co jest ze mną nie tak.
Jego oczy rozszerzyły się szeroko.
- Nie tak z tobą? - Powtórzył. - Z tobą jest wszystko w porządku. Wszystko, co mówisz jest prawdą, a ja jestem głupcem, że nie pomyślałem o tym wcześniej. Wszystko, co mogę zrobić, to przysiąc ci, że nie będzie ci niczego brakować na żadnym spotkaniu towarzyskim w przyszłości, zawsze mając kogoś do obrony i tańca. Możesz temu nie wierzyć, poznawszy Thomasa, Matthew i Christophera, ale są dość popularni. Możemy sprawić, że staniesz się znana.
- Naprawdę? - powiedziała. - Thomas, Matthew i Christopher są popularni?
Zaśmiał się.
- Tak, i obiecam ci coś jeszcze na przyszłość. Jeżeli znowu cię urażę, to ja będę miał na sobie koszmarną suknię na następnym ważnym spotkaniu towarzyskim."
"- Uważam, że nie możesz walczyć, bo jesteś w sukni ślubnej - odparł Jem. - I cokolwiek to dla ciebie znaczy, nie sądzę, żeby Will też potrafił walczyć w takim stroju.
- Może i nie - przyznał Will, który miał uszy jak nietoperz - Ale byłbym olśniewającą panną młodą. "
Matthew Fairchild w "Flash Fiction #5"
"- Byłem nadzwyczajnie bojaźliwy w dniu mojego ślubu - powiedział mu Henry podczas śniadania. - Wiesz jak źle o sobie myślałem, kiedy byłem młody - wierzyłem, że twoja mama nie mogłaby kochać mnie tak jak ja kochałem ją. I wiesz jaki roztargniony potrafię być. Powtarzałem słowa w kółko i w kółko i byłem tak pewny, że powiem je źle, że kiedy nadszedł czas, powiedziałem je bez zastanowienia wszystkie na raz. Ostatecznie wszystko poszło gładko, za wyjątkiem małego incydentu ze spalonymi kwiatami. Ale to już inna opowieść.
- Dziękuję za radę, papo - powiedział Matthew, opierając się czule o krzesło swojego taty. - Ale muszę zauważyć, że nie biorę ślubu z Jamesem. Chociaż wyglądałbym zjawiskowo w ślubnej koronce."
James Herondale w "Chain of Gold"
- (...)A jeżeli stanie się to w dzień, w który ma na sobie naprawdę koszmarną suknię, nawet bardziej. Wszyscy będą się zastanawiać, co jest ze mną nie tak.
Jego oczy rozszerzyły się szeroko.
- Nie tak z tobą? - Powtórzył. - Z tobą jest wszystko w porządku. Wszystko, co mówisz jest prawdą, a ja jestem głupcem, że nie pomyślałem o tym wcześniej. Wszystko, co mogę zrobić, to przysiąc ci, że nie będzie ci niczego brakować na żadnym spotkaniu towarzyskim w przyszłości, zawsze mając kogoś do obrony i tańca. Możesz temu nie wierzyć, poznawszy Thomasa, Matthew i Christophera, ale są dość popularni. Możemy sprawić, że staniesz się znana.
- Naprawdę? - powiedziała. - Thomas, Matthew i Christopher są popularni?
Zaśmiał się.
- Tak, i obiecam ci coś jeszcze na przyszłość. Jeżeli znowu cię urażę, to ja będę miał na sobie koszmarną suknię na następnym ważnym spotkaniu towarzyskim."
Bardzo bym chciała, żeby ta trójka ubrała te suknie w pewnym momencie
sobota, 23 listopada 2019
Flash fiction #5 - ceremonia parabatai Matthew i Jamesa
"Miasto Kości, 1900 rok
W poranek w dniu swojej ceremonii parabatai, Matthew Fairchild przeszedł wzdłuż Gighgate Cementery, koło wielkich kamiennych grobowców oraz wysokiej trawy mokrej od rosy, aż doszedł do wejścia prowadzącego do wnętrza Cichego Miasta. Próbował się nie denerwować.
- Byłem nadzwyczajnie bojaźliwy w dniu mojego ślubu - powiedział mu Henry podczas śniadania. - Wiesz jak źle o sobie myślałem, kiedy byłem młody - wierzyłem, że twoja mama nie mogłaby kochać mnie tak jak ja kochałem ją. I wiesz jaki roztargniony potrafię być. Powtarzałem słowa w kółko i w kółko i byłem tak pewny, że powiem je źle, że kiedy nadszedł czas, powiedziałem je bez zastanowienia wszystkie na raz. Ostatecznie wszystko poszło gładko, za wyjątkiem małego incydentu ze spalonymi kwiatami. Ale to już inna opowieść.
- Dziękuję za radę, papo - powiedział Matthew, opierając się czule o krzesło swojego taty. - Ale muszę zauważyć, że nie biorę ślubu z Jamesem. Chociaż wyglądałbym zjawiskowo w ślubnej koronce.
Henry uśmiechnął się.
- Dlaczego to ty miałbyś na sobie suknię?
- Nie sądzisz chyba, że pozwoliłbym na to Jamesowi - powiedział Matthew. - On nie ma poczucia stylu.
W zaskoczeniu zauważył, że na ceremonię przybyła olbrzymia ilość gości. Rodzina i przyjaciele byli oczekiwani, ale Matthew rozumiał, że większość ludzi była tutaj dla widowiska, albo dla politycznej przewagi. Syn Konsul i syn szefa Instytutu, którego mama była czarownicą.
Tłum był tak gęsty, że Matthew ledwo widział czaszki w ścianach. Brat Zachariasz czekał na środku komnaty, gdzie miała być przeprowadzona ceremonia, postać pełna głębokiego bezruchu w swojej szacie i kapturze koloru pergaminu.
James nazywał Brata Zachariasza "wujkiem Jemem" i uwielbiał go. Dzisiaj, niesamowity jak na ceremonię płomień wybudzał dziwne cienie na jego twarzy i Matthew trochę się bał. Cała londyńska Enklawa zebrała się tutaj, by zobaczyć przeprowadzaną ceremonię. Matthew całkowicie wierzył w Jamesa, ale jeżeli coś poszłoby nie tak, Rada mogłaby już nigdy nie pozwolić im spróbować ponownie. Pochodzenie Jamesa jak na razie nie miało wpływu na jego zdolność do przyjmowania znaków, czy na bycie aktywnym Nocnym Łowcą, ale ceremonia parabatai była dziwniejszą, bardziej transcendentną magią i nikt nie wiedział na pewno, czy wszystko wyjdzie tak jak powinno.
Kilkoro członków Enklawy wzięło Matthew na bok i ostrzegło, w dobrotliwy sposób, przed podejmowaniem jakichkolwiek nieprzemyślanych decyzji, więc Matthew błagał swoją mamę, by ustanowiła datę ich ceremonii parabatai tak szybko jak to możliwe.
Matthew spojrzał wyjątkowo ponuro na pana Bridgestocka, niedawno ogłoszonego Inkwizytorem. Okropnego Bridgestocka, który miał na imię Maurice, co pasowało mu idealnie, który powiedział Matthew, że jest bardzo obiecującym młodym wojownikiem i nie powinien niweczyć swojej jasnej przyszłości. Matthew odpowiedział, że wie, co robi, że jego rodzina popierała jego decyzję i sądził, że Clave także wspierałoby tę ceremonię.
- Oczywiście, że szanuję twoją rodzinę - powiedział Bridgestock. - ale oni często... ignorują opinie innych. Czasami na swoje nieszczęście.
Matthew miał ochotę powiedzieć Bridgestockowi, co o tym myśli, ale oczywiście nie mógł tego zrobić. Zamiast tego uśmiechnął się i powiedział Bridgestockowi, że docenia radę, ale był pewny swojej decyzji.
Próbował przepchnąć się przez tłum, by znaleźć Jamesa. Zamiast tego jego ucho wyłapało wyszeptane jego własne imię.
- Po prostu nie mogę uwierzyć, że Fairchild jest takim głupcem - chłopak nazywający się Albert Breakspear powiedział do swojego kompana, Betrama Pounceby. - Widziałem jak ten gość zamienia się w cień w Akademii, wiesz. Okropna, obrzydliwa rzecz do zobaczenia.
Pounceby zaśmiał się.
- Nie mogę uwierzyć, że Clave na to pozwoliło. Ceremonia parabatai powinna być wyróżnieniem dla najlepszych z nas. Nie dla łotrów, którzy zostali wyrzuceni ze szkoły.
- To tylko polityka - zadrwił Breakspear. - Syn szefa Instytutu londyńskiego, syn Konsul - nie ma znaczenia jak wielkim pośmiewiskiem są, sznurki zostaną pociągnięte i dostaną to, czego chcą.
- Stawiam, że i tak nie zadziała - powiedział Pounceby. - Anioł na pewno nie pozwoli im na zostanie parabatai. Możesz sobie wyobrazić Herondale'a zmieniającego się w cień, kiedy Fairchild będzie próbował nałożyć na niego runę parabatai?
- Nie bądź taki pewny, że stoisz po stronie Anioła - powiedział Matthew łagodnie. - Wiem, co robiliście w szkole.
Oboje obrócili się. Matthew posłał im najbardziej czarujący uśmiech.
- Nie zauważyliście, że stoję za wami? - zapytał. - Co za niezręczna sytuacja.
- Dość - zgodził się James swoim cichym głosem, a Matthew przestraszył się. Nie zorientował się, że James był blisko, ale tak właśnie było: włosy w nieładzie, książka zatknięta pod pachą, twarz bardziej blada niż zwykle. Musiał wszystko usłyszeć.
Matthew złapał Jamesa za łokieć i odciągnął go w róg, by mogli być sami pośród czaszek. Czuł napięcie płynące przez ciało Jamesa. Kiedy puścił Jamesa, zobaczył napięcie wokół jego ust i przestraszył się, że jest bardzo smutny.
- Możemy odwołać ceremonię - powiedział James.
- Nie chcę odwoływać ceremonii - powiedział Matthew. - Chcesz... chcesz odwołać ceremonię?
James zamrugał swoimi złotymi oczami jak sowa.
- Oczywiście, że nie. Ale jeżeli rzeczywiście zmienię się w cień.... Wiem jakby to się odbiło na tobie.
- Nie obchodziłoby mnie, gdyby to ci się przytrafiło, ale nie widzę powodu, dla którego miałbyś zamienić się w cień - powiedział Matthew pewnie. - Nigdy tak się nie dzieje, kiedy masz nakładane inne runy. Nie będę ci groził w żaden sposób. Chyba, że zmienisz zdanie, oczywiście, a w tym przypadku będę cię śledził, okładając pięściami.
James uśmiechnął się, a jego twarz pojaśniała. Matthew uśmiechnął się promiennie w odpowiedzi.
- Jeżeli zamierzasz okładać mnie pięściami, to nie wiem, czy chcę byś szedł tam gdzie ja.
- Przykro mi - powiedział Matthew. - Albowiem dokąd ty pójdziesz, ja też pójdę.* Tylko spróbuj mnie zatrzymać.
***
Stali w dwóch oddzielnych okręgach, gotowi na połączenie. Brat Zachariasz prowadził ceremonię przed oczami Enklawy i wszystkich, których kochali James i Matthew.
- Nie nalegaj na mnie, abym cię opuścił i odszedł od ciebie. Albowiem dokąd ty pójdziesz - obiecał Matthew - i ja pójdę.
Ich głosy połączyły się jak kolory tańczących płomieni, a Matthew przypomniał sobie jak usilnie starał się zaprzyjaźnić z Jamesem w Akademii. Błagał tatę Jamesa, by zabrał go do Londynu, mówiąc, że on i James chcą zostać parabatai, największe i najbardziej bezczelne kłamstwo jakie Matthew kiedykolwiek wypowiedział. Teraz to kłamstwo stało się prawdą.
- Gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam. Lud twój - mój lud, a twój Bóg - Bóg mój.
James i Matthew wybrali swoich ojców na świadków, a Will wyszedł do przodu pierwszy. Spojrzał na swojego syna i na Matthew, omiatając ich zagorzałym i czułym spojrzeniem. Henry podjechał, by dołączyć do nich, czerwone włosy i srebrne krzesło, łapały światło. Uśmiechnął się do Matthew i Jamesa z absolutną aprobatą, za którą Matthew był bardzo wdzięczny.
- Gdzie ty umrzesz, tam i ja umrę, i tam pochowany będę. Niech mi uczyni Anioł cokolwiek zechce - powiedział James, wołając do Anioła swoim najczystszym głosem. - A tylko śmierć odłączy mnie od ciebie.
Matthew pomyślał o Aniele. Zawsze lekceważył tę część o honorowej śmierci pełnej chwały w życiu Nocnego Łowcy. Sądził, że wierzył w Raziela, ale jakoś nigdy głębiej nie myślał o tym gościu. Uważał, że w życiu liczyło się coś więcej niż krew i ogień. Istniało piękno, sztuka, barwy. Może Raziel wiedział, że jego serce nie walczyło. Może Raziel tego nie aprobował.
Weszli w płomienie.
Czy te płomienie płonęły wyżej niż podczas innych ceremonii? Czy przez chwilę serca płomieni nie paliły się na czarno zamiast niebiesko? To była jego wyobraźnia. W końcu przeszli przez nie, a dłoń Jamesa pozostała w dłoni Matthew, pozostała pewna, gdy rysował run parabatai na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka Matthew.
James chciał mieć swój run na ramieniu, ponieważ, jak powiedział, wiedział, że Matthew będzie zawsze strzegł jego pleców podczas bitwy. Matthew przewrócił oczami, ale poczuł przypływ ciepłych uczuć; szczerość Jamesa była jedną z jego najlepszych cech, chociaż czasami sprawiała ona, że wpadał w tarapaty. Gdy Matthew skończył rysować run na łopatce Jamesa, wydał z siebie długi wydech pełen ulgi. Poczuł, że zebrany tłum robi to samo. Było skończone i wszystko było dobrze.
Płomienie wystrzeliły do sufitu a ciemne puste oczy czaszek obserwowały ich w miejscu ich przodków, a oni byli pewni siebie nawzajem na zawsze. Kiedy dusze były złączone, nic nie mogło ich rozdzielić.
Rodziny Breakspear i Pounceby nie miały znaczenia. Jedynie rodziny i przyjaciele Jamesa i Matthew. Gdy wyszli z płomiennych okręgów, Will tam był, by złapać ich obu w objęcia. Lucie wyszła do przodu, by im pogratulować, jej loczki buntowniczo wymykały się z wstążek, a jej niebieskie oczy były rozszerzone. Matthew musiał odwrócić wzrok, zobaczywszy jak pięknie wyglądała, to było dla niego niemal nie do wytrzymania. Teraz Tessa przytulała Jamesa, a mama Matthew sięgała, by dotknąć dłoni jego taty, gdzie oparła się o ramię jego krzesła.
Lud twój - mój lud, pomyślał Matthew i obiecał sobie, że będzie kochał Herondale'ów jak swoich własnych. Pod kapturem dostrzegł słaby uśmiech na zaszytych ustach Brata Zachariasza a Matthew odwzajemnił uśmiech, nagle pewny, że pokocha także Jema, że będzie kochał wszystko, co kochał James. Inni ludzie mogli kroczyć przez świat niepewni i samotni, ale nie Matthew: teraz gdziekolwiek poszedł, kiedykolwiek by zawołał, dostanie odpowiedź. Już nigdy nie będzie kroczył nigdzie samotnie.
* fragment przysięgi parabatai
Źródło: https://www.cassandraclare.com/chain-of-gold-extra-content-september-the-city-of-bones#jump
Ugh rodzina Pounceby... najpierw Augustus Pounceby w "Cast Long Shadows" a teraz ten...
W ogóle czy tylko ja uważam to, że James przerósł Matthew i stał się bardziej barczysty od niego za w pewnym rodzaju słodkie? Teraz Matthew zawsze dostanie odpowiedź skojarzyła mi się z "Son of the Dawn", gdzie Jem stwierdza, że dalej mówi do Willa, chociaż teraz już nie dostaje odpowiedzi.
Chciałabym wiedzieć jak to się stało, że kwiaty zaczęły płonąc na weselu Charlotte i Henry'ego. W ogóle większość tego opowiadania jest taka słodka: Will i Henry jako świadkowie; to że Will zaraz po ceremonii ich przytulił i to jak bardzo Matthew podoba się Lucie. Teraz się zastanawiam, czy jego zauroczenie przetrwa, czy zniknie do "Chain of Gold".
A za tydzień opowiadanie o Lucie i pewnym niemiły, duchu
W poranek w dniu swojej ceremonii parabatai, Matthew Fairchild przeszedł wzdłuż Gighgate Cementery, koło wielkich kamiennych grobowców oraz wysokiej trawy mokrej od rosy, aż doszedł do wejścia prowadzącego do wnętrza Cichego Miasta. Próbował się nie denerwować.
- Byłem nadzwyczajnie bojaźliwy w dniu mojego ślubu - powiedział mu Henry podczas śniadania. - Wiesz jak źle o sobie myślałem, kiedy byłem młody - wierzyłem, że twoja mama nie mogłaby kochać mnie tak jak ja kochałem ją. I wiesz jaki roztargniony potrafię być. Powtarzałem słowa w kółko i w kółko i byłem tak pewny, że powiem je źle, że kiedy nadszedł czas, powiedziałem je bez zastanowienia wszystkie na raz. Ostatecznie wszystko poszło gładko, za wyjątkiem małego incydentu ze spalonymi kwiatami. Ale to już inna opowieść.
- Dziękuję za radę, papo - powiedział Matthew, opierając się czule o krzesło swojego taty. - Ale muszę zauważyć, że nie biorę ślubu z Jamesem. Chociaż wyglądałbym zjawiskowo w ślubnej koronce.
Henry uśmiechnął się.
- Dlaczego to ty miałbyś na sobie suknię?
- Nie sądzisz chyba, że pozwoliłbym na to Jamesowi - powiedział Matthew. - On nie ma poczucia stylu.
W zaskoczeniu zauważył, że na ceremonię przybyła olbrzymia ilość gości. Rodzina i przyjaciele byli oczekiwani, ale Matthew rozumiał, że większość ludzi była tutaj dla widowiska, albo dla politycznej przewagi. Syn Konsul i syn szefa Instytutu, którego mama była czarownicą.
Tłum był tak gęsty, że Matthew ledwo widział czaszki w ścianach. Brat Zachariasz czekał na środku komnaty, gdzie miała być przeprowadzona ceremonia, postać pełna głębokiego bezruchu w swojej szacie i kapturze koloru pergaminu.
James nazywał Brata Zachariasza "wujkiem Jemem" i uwielbiał go. Dzisiaj, niesamowity jak na ceremonię płomień wybudzał dziwne cienie na jego twarzy i Matthew trochę się bał. Cała londyńska Enklawa zebrała się tutaj, by zobaczyć przeprowadzaną ceremonię. Matthew całkowicie wierzył w Jamesa, ale jeżeli coś poszłoby nie tak, Rada mogłaby już nigdy nie pozwolić im spróbować ponownie. Pochodzenie Jamesa jak na razie nie miało wpływu na jego zdolność do przyjmowania znaków, czy na bycie aktywnym Nocnym Łowcą, ale ceremonia parabatai była dziwniejszą, bardziej transcendentną magią i nikt nie wiedział na pewno, czy wszystko wyjdzie tak jak powinno.
Kilkoro członków Enklawy wzięło Matthew na bok i ostrzegło, w dobrotliwy sposób, przed podejmowaniem jakichkolwiek nieprzemyślanych decyzji, więc Matthew błagał swoją mamę, by ustanowiła datę ich ceremonii parabatai tak szybko jak to możliwe.
Matthew spojrzał wyjątkowo ponuro na pana Bridgestocka, niedawno ogłoszonego Inkwizytorem. Okropnego Bridgestocka, który miał na imię Maurice, co pasowało mu idealnie, który powiedział Matthew, że jest bardzo obiecującym młodym wojownikiem i nie powinien niweczyć swojej jasnej przyszłości. Matthew odpowiedział, że wie, co robi, że jego rodzina popierała jego decyzję i sądził, że Clave także wspierałoby tę ceremonię.
- Oczywiście, że szanuję twoją rodzinę - powiedział Bridgestock. - ale oni często... ignorują opinie innych. Czasami na swoje nieszczęście.
Matthew miał ochotę powiedzieć Bridgestockowi, co o tym myśli, ale oczywiście nie mógł tego zrobić. Zamiast tego uśmiechnął się i powiedział Bridgestockowi, że docenia radę, ale był pewny swojej decyzji.
Próbował przepchnąć się przez tłum, by znaleźć Jamesa. Zamiast tego jego ucho wyłapało wyszeptane jego własne imię.
- Po prostu nie mogę uwierzyć, że Fairchild jest takim głupcem - chłopak nazywający się Albert Breakspear powiedział do swojego kompana, Betrama Pounceby. - Widziałem jak ten gość zamienia się w cień w Akademii, wiesz. Okropna, obrzydliwa rzecz do zobaczenia.
Pounceby zaśmiał się.
- Nie mogę uwierzyć, że Clave na to pozwoliło. Ceremonia parabatai powinna być wyróżnieniem dla najlepszych z nas. Nie dla łotrów, którzy zostali wyrzuceni ze szkoły.
- To tylko polityka - zadrwił Breakspear. - Syn szefa Instytutu londyńskiego, syn Konsul - nie ma znaczenia jak wielkim pośmiewiskiem są, sznurki zostaną pociągnięte i dostaną to, czego chcą.
- Stawiam, że i tak nie zadziała - powiedział Pounceby. - Anioł na pewno nie pozwoli im na zostanie parabatai. Możesz sobie wyobrazić Herondale'a zmieniającego się w cień, kiedy Fairchild będzie próbował nałożyć na niego runę parabatai?
- Nie bądź taki pewny, że stoisz po stronie Anioła - powiedział Matthew łagodnie. - Wiem, co robiliście w szkole.
Oboje obrócili się. Matthew posłał im najbardziej czarujący uśmiech.
- Nie zauważyliście, że stoję za wami? - zapytał. - Co za niezręczna sytuacja.
- Dość - zgodził się James swoim cichym głosem, a Matthew przestraszył się. Nie zorientował się, że James był blisko, ale tak właśnie było: włosy w nieładzie, książka zatknięta pod pachą, twarz bardziej blada niż zwykle. Musiał wszystko usłyszeć.
Matthew złapał Jamesa za łokieć i odciągnął go w róg, by mogli być sami pośród czaszek. Czuł napięcie płynące przez ciało Jamesa. Kiedy puścił Jamesa, zobaczył napięcie wokół jego ust i przestraszył się, że jest bardzo smutny.
- Możemy odwołać ceremonię - powiedział James.
- Nie chcę odwoływać ceremonii - powiedział Matthew. - Chcesz... chcesz odwołać ceremonię?
James zamrugał swoimi złotymi oczami jak sowa.
- Oczywiście, że nie. Ale jeżeli rzeczywiście zmienię się w cień.... Wiem jakby to się odbiło na tobie.
- Nie obchodziłoby mnie, gdyby to ci się przytrafiło, ale nie widzę powodu, dla którego miałbyś zamienić się w cień - powiedział Matthew pewnie. - Nigdy tak się nie dzieje, kiedy masz nakładane inne runy. Nie będę ci groził w żaden sposób. Chyba, że zmienisz zdanie, oczywiście, a w tym przypadku będę cię śledził, okładając pięściami.
James uśmiechnął się, a jego twarz pojaśniała. Matthew uśmiechnął się promiennie w odpowiedzi.
- Jeżeli zamierzasz okładać mnie pięściami, to nie wiem, czy chcę byś szedł tam gdzie ja.
- Przykro mi - powiedział Matthew. - Albowiem dokąd ty pójdziesz, ja też pójdę.* Tylko spróbuj mnie zatrzymać.
***
Stali w dwóch oddzielnych okręgach, gotowi na połączenie. Brat Zachariasz prowadził ceremonię przed oczami Enklawy i wszystkich, których kochali James i Matthew.
- Nie nalegaj na mnie, abym cię opuścił i odszedł od ciebie. Albowiem dokąd ty pójdziesz - obiecał Matthew - i ja pójdę.Ich głosy połączyły się jak kolory tańczących płomieni, a Matthew przypomniał sobie jak usilnie starał się zaprzyjaźnić z Jamesem w Akademii. Błagał tatę Jamesa, by zabrał go do Londynu, mówiąc, że on i James chcą zostać parabatai, największe i najbardziej bezczelne kłamstwo jakie Matthew kiedykolwiek wypowiedział. Teraz to kłamstwo stało się prawdą.
- Gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam. Lud twój - mój lud, a twój Bóg - Bóg mój.
James i Matthew wybrali swoich ojców na świadków, a Will wyszedł do przodu pierwszy. Spojrzał na swojego syna i na Matthew, omiatając ich zagorzałym i czułym spojrzeniem. Henry podjechał, by dołączyć do nich, czerwone włosy i srebrne krzesło, łapały światło. Uśmiechnął się do Matthew i Jamesa z absolutną aprobatą, za którą Matthew był bardzo wdzięczny.
- Gdzie ty umrzesz, tam i ja umrę, i tam pochowany będę. Niech mi uczyni Anioł cokolwiek zechce - powiedział James, wołając do Anioła swoim najczystszym głosem. - A tylko śmierć odłączy mnie od ciebie.
Matthew pomyślał o Aniele. Zawsze lekceważył tę część o honorowej śmierci pełnej chwały w życiu Nocnego Łowcy. Sądził, że wierzył w Raziela, ale jakoś nigdy głębiej nie myślał o tym gościu. Uważał, że w życiu liczyło się coś więcej niż krew i ogień. Istniało piękno, sztuka, barwy. Może Raziel wiedział, że jego serce nie walczyło. Może Raziel tego nie aprobował.
Weszli w płomienie.
Czy te płomienie płonęły wyżej niż podczas innych ceremonii? Czy przez chwilę serca płomieni nie paliły się na czarno zamiast niebiesko? To była jego wyobraźnia. W końcu przeszli przez nie, a dłoń Jamesa pozostała w dłoni Matthew, pozostała pewna, gdy rysował run parabatai na wewnętrznej stronie lewego nadgarstka Matthew.
James chciał mieć swój run na ramieniu, ponieważ, jak powiedział, wiedział, że Matthew będzie zawsze strzegł jego pleców podczas bitwy. Matthew przewrócił oczami, ale poczuł przypływ ciepłych uczuć; szczerość Jamesa była jedną z jego najlepszych cech, chociaż czasami sprawiała ona, że wpadał w tarapaty. Gdy Matthew skończył rysować run na łopatce Jamesa, wydał z siebie długi wydech pełen ulgi. Poczuł, że zebrany tłum robi to samo. Było skończone i wszystko było dobrze.
Płomienie wystrzeliły do sufitu a ciemne puste oczy czaszek obserwowały ich w miejscu ich przodków, a oni byli pewni siebie nawzajem na zawsze. Kiedy dusze były złączone, nic nie mogło ich rozdzielić.
Rodziny Breakspear i Pounceby nie miały znaczenia. Jedynie rodziny i przyjaciele Jamesa i Matthew. Gdy wyszli z płomiennych okręgów, Will tam był, by złapać ich obu w objęcia. Lucie wyszła do przodu, by im pogratulować, jej loczki buntowniczo wymykały się z wstążek, a jej niebieskie oczy były rozszerzone. Matthew musiał odwrócić wzrok, zobaczywszy jak pięknie wyglądała, to było dla niego niemal nie do wytrzymania. Teraz Tessa przytulała Jamesa, a mama Matthew sięgała, by dotknąć dłoni jego taty, gdzie oparła się o ramię jego krzesła.
Lud twój - mój lud, pomyślał Matthew i obiecał sobie, że będzie kochał Herondale'ów jak swoich własnych. Pod kapturem dostrzegł słaby uśmiech na zaszytych ustach Brata Zachariasza a Matthew odwzajemnił uśmiech, nagle pewny, że pokocha także Jema, że będzie kochał wszystko, co kochał James. Inni ludzie mogli kroczyć przez świat niepewni i samotni, ale nie Matthew: teraz gdziekolwiek poszedł, kiedykolwiek by zawołał, dostanie odpowiedź. Już nigdy nie będzie kroczył nigdzie samotnie.
Źródło: https://www.cassandraclare.com/chain-of-gold-extra-content-september-the-city-of-bones#jump
Ugh rodzina Pounceby... najpierw Augustus Pounceby w "Cast Long Shadows" a teraz ten...
W ogóle czy tylko ja uważam to, że James przerósł Matthew i stał się bardziej barczysty od niego za w pewnym rodzaju słodkie? Teraz Matthew zawsze dostanie odpowiedź skojarzyła mi się z "Son of the Dawn", gdzie Jem stwierdza, że dalej mówi do Willa, chociaż teraz już nie dostaje odpowiedzi.
Chciałabym wiedzieć jak to się stało, że kwiaty zaczęły płonąc na weselu Charlotte i Henry'ego. W ogóle większość tego opowiadania jest taka słodka: Will i Henry jako świadkowie; to że Will zaraz po ceremonii ich przytulił i to jak bardzo Matthew podoba się Lucie. Teraz się zastanawiam, czy jego zauroczenie przetrwa, czy zniknie do "Chain of Gold".
A za tydzień opowiadanie o Lucie i pewnym niemiły, duchu
piątek, 22 listopada 2019
Święto Dziękczynienia u Nocnych Łowców
Nocni Łowcy nie obchodzą Święta Dziękczynienia, a tak naprawdę żadnych Przyziemnych swiąt, chociaż tradycje dawania sobie prezentów na Walentynki czy na koniec roku weszły w ich nawyki.
Jednak Clary i Simon, wychowali się z Dziękczynieniem i tęsknią za obchodzeniem tego święta. Zaczęli urządzać co roku w listopadzie przyjęcie z tej okazji, będąc wspólnie jego gospodarzami, a zapraszali na nie Jace'a, Izzy, Aleca oraz innych przyjaciół i rodzinę na takie smakołyki jak duszone zielone fasolki czy bataty z roztopionymi na nich piankami.
Jednak Clary i Simon, wychowali się z Dziękczynieniem i tęsknią za obchodzeniem tego święta. Zaczęli urządzać co roku w listopadzie przyjęcie z tej okazji, będąc wspólnie jego gospodarzami, a zapraszali na nie Jace'a, Izzy, Aleca oraz innych przyjaciół i rodzinę na takie smakołyki jak duszone zielone fasolki czy bataty z roztopionymi na nich piankami.
Nie jestem pewna, czy chciałabym spróbować zwłaszcza tej drugiej potrawy, ale sama inicjatywa jest tak słodka *-*
czwartek, 21 listopada 2019
Najpiękniejsze portrety bohaterów TSC jakie kiedykolwiek widziałam! - część 3 - Lucie Herondale
Dlaczego Cassandra zawsze wysyła nam maile jak akurat wracam do domu? Musze czekać aż wrócę do domu, żeby móc się poekscytować w spokoju. Właśnie w ten wtorek Cassie tak zrobiła. Zobaczyła tylko, że jest portret Lucie i stwierdziłam, że nie nie, nie, nie, nie, zobaczę jak będę w pokoju. Twórcą jest oczywiście niezastąpiona Charlie Bowater.
No powiem wam, że aż tego się nie spodziewałam. Will i Tessa naprawdę się postarali. Lucie jest taka śliczna! Te oczy! I w ogóle twarz. A ta sukienka. O Boże! Z jednej strony chciałabym taką dla siebie, a z drugiej chciałabym zatańczyć z Lucie, gdy ona będzie ją miała na sobie. Już wiem dlaczego w jednym z opowiadań (pojawi się w tą sobotę na blogu) Matthew odwraca wzrok od Lucie, bo stwierdza, że ona jest za piękna.
Serio, jak ja wytrzymam książkę, w której mamy: Willa w średnim wieku, Annę, Jamesa i Lucie? Przecież ja umrę.
środa, 20 listopada 2019
Jak zdobyć Chain of Gold z autografem Cassandry, a może i do tego dodatki do książki?
Z już jakiś miesiąc temu Cassandra pisała o stronie https://www.gcreadingvs.com/#/ gdzie jak pisała od piętnastego listopada tego roku będzie można zakupić pierwsze wydanie COG2 z jej autografem napisanym specjalnie dla kupującego i/ lub jeszcze dodatki.
Także oczywiście czekałam na jakiekolwiek informacje na stronie. Wchodziłam na nią dosłownie codziennie, nawet założyłam newslettera tylko po to, żeby dostać informacje jaka będzie cena tych boxów czy jedynie książki. Wieczorem czternastego listopada dostałam maila z informacjami, na kilka godzin przed rozpoczęciem sprzedaży. Niestety po przeczytaniu go zrezygnowałam z kupna, no ale może ktoś z was dalej będzie zainteresowany.
Zawartość boxa:
- personalizowana książka z autografem (pierwsze 1000 książek personalizowanych, kolejne tylko z autografem)
- zaproszenie na ślub Willa i Tessy
- brelok
- zakładka
- zawieszka do kluczy w kształcie serafickiego miecza
W cenę wliczone są: książka, koszt przesyłki, dostarczenie, podatek. Wszystkie paczki zostaną wysłane kurierem z kodem do śledzenia paczki.
Cena:
- Dla osób z USA: 50 dolarów
- Dla osób z Kanady: 75 dolarów
- Dla reszty świata: 100 dolarów
Chyba już wiecie dlaczego nie zdecydowałam się na box, prawda?
No, ale zawsze pozostała jeszcze opcja kupna samej książki z autografem. A książka jest w takiej samej cenie jak amerykańskie wydanie bez autografu na innych stronach. Jednak jest ale. Bo o ile cenę książki można jakoś znieść, to niestety w jej cenie nie ma przesyłki. A wiecie jaki jest koszt przesyłki do Polski na tej stronie? 35 dolarów. Czyli za przesyłkę płaci się o wiele więcej niż za książkę.
Także.... zostaję bez autografu. Pociesza mnie fakt, że w kwietniu wygrałam Red Scrolls of Magic z autografem Cassie i Wesleya Chu, no ale i tak jest mi dość smutno. Jednak może wy na coś z powyższych się zdecydujecie.
Także oczywiście czekałam na jakiekolwiek informacje na stronie. Wchodziłam na nią dosłownie codziennie, nawet założyłam newslettera tylko po to, żeby dostać informacje jaka będzie cena tych boxów czy jedynie książki. Wieczorem czternastego listopada dostałam maila z informacjami, na kilka godzin przed rozpoczęciem sprzedaży. Niestety po przeczytaniu go zrezygnowałam z kupna, no ale może ktoś z was dalej będzie zainteresowany.
Zawartość boxa:
- personalizowana książka z autografem (pierwsze 1000 książek personalizowanych, kolejne tylko z autografem)
- zaproszenie na ślub Willa i Tessy
- brelok
- zakładka
- zawieszka do kluczy w kształcie serafickiego miecza
W cenę wliczone są: książka, koszt przesyłki, dostarczenie, podatek. Wszystkie paczki zostaną wysłane kurierem z kodem do śledzenia paczki.
Cena:
- Dla osób z USA: 50 dolarów
- Dla osób z Kanady: 75 dolarów
- Dla reszty świata: 100 dolarów
Chyba już wiecie dlaczego nie zdecydowałam się na box, prawda?
No, ale zawsze pozostała jeszcze opcja kupna samej książki z autografem. A książka jest w takiej samej cenie jak amerykańskie wydanie bez autografu na innych stronach. Jednak jest ale. Bo o ile cenę książki można jakoś znieść, to niestety w jej cenie nie ma przesyłki. A wiecie jaki jest koszt przesyłki do Polski na tej stronie? 35 dolarów. Czyli za przesyłkę płaci się o wiele więcej niż za książkę.
Także.... zostaję bez autografu. Pociesza mnie fakt, że w kwietniu wygrałam Red Scrolls of Magic z autografem Cassie i Wesleya Chu, no ale i tak jest mi dość smutno. Jednak może wy na coś z powyższych się zdecydujecie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

