Ale dzisiaj ten fragment opowiadania jest już dla was. Jako, że dawno nie była publikowana kolejna część, to kursywą wstawię poprzedni fragment, a później normalną czcionką nowość.
- W Podziemiu nazywają go Mrocznym Domem - odpowiedział Will.
- Nie wiem jak wam się wydaje, ale mi wygląda na wyrwany z opowiadań Edgara Poe - Henry potrząsnął głową.
- A ty skąd wiesz jak pisał Poe? - zaciekawił się Will.
- Charlotte kiedyś czytała mi jego historie na noc. Według niej barwne opisy, które stosował mogłyby rozbudzić mój twórczy umysł.
- Ciekawe skąd jej to przyszło do głowy - powiedział Will z lekką kpiną w głosie.
- Nie wiem. Sama z siebie nie sięgnęłaby po taką lekturę. Jedyną znaną mi osobą, która mogłaby jej to poradzić jest... Jesteś ty, Will - spojrzał na podopiecznego z wyrzutem. Chłopak uśmiechnął się drwiąco z błyskiem rozbawienia w oczach.
- To była taka sarkastyczna uwaga, ale chyba twoja wspaniałomyślna żona tego nie zauważyła i wzięła sobie moją "propozycje" do serca.
- Jak mogłeś? Po pierwsze nie obrażaj mojej Lottie. A po drugie: sprawiłeś że musiałem się męczyć nocami słuchając tych mrocznych majaków chorego psychicznie Amerykanina.
- Może przynajmniej to coś w twojej głowie zaczęło kręcić się w dobrą stronę - chłopak popukał go w głowę.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale może zajmiemy się przeszukiwaniem domu? - zapytał rozsądnie Thomas.
- Wcale nie przeszkadzałeś. Ale masz rację. Streszczajmy się.
- Pójdę sprawdzić – oznajmiła pani Dark.
- Tylko bądź ostrożna - poprosiła dziewczyna. Opiekunka uśmiechnęła się pewnie w odpowiedzi.
Kobiety bardzo zadbały o nią odkąd pojawiła się w porcie w Southampton. Gdy przyjechały pod dom Nate'a okazało się, że budowla jest opuszczona, a wszystkie rzeczy w niej się znajdujące - zniszczone. Kobiety zabrały Tessę do siebie i pomogły w trudnych chwilach. Dziewczyna czuła jednak, że siostry coś przed nią ukrywają. Uczucie to spotęgowało się jeszcze bardziej, gdy pokazały jej, że ma dar. Potrafi zmieniać się w inne osoby. Szybkość i precyzja lekcji utwierdziły ją w przekonaniu, że wiedzą coś czego ona nie. Na przykład tożsamość porywacza Nate'a lub nawet dlaczego został uproszczony. Teraz należało się tylko dowiedzieć, kim oni byli i odzyskać brata.
Nagle do pokoju wbiegła siostra.
- Przybyli - oznajmiła ze zdenerwowaniem w głosie.
- Kto? - zapytała Tessa.
- Nocni Łowcy.
- Kim oni są?
- Porywaczami twojego brata - odpowiedziała druga. - Strzegą prawa, ale to tylko oficjalna wersja. Naprawdę wykorzystują i naginają to swojego twarde prawo dla swojej wygody, ale innych karzą za najmniejsze ich naruszenie. Ich żądza krwi i innych rzeczy - spojrzała na Tesse znacząco. Dziewczyna poczuła dreszcz przebiegający po jej plecach - jest niewyczerpywalna. Zrobią wszystko, by dostać to czego chcą. Są też wielkimi barbarzyńcami. Pokrywają swoje ciała się tatuażami, których nie da się zdjąć. Jeśli chcą wystąpić z szeregów przechodzą okropne tortury, by pozbyć się znamion. Narażają tez swoje matki, żony, siostry na wielkie niebezpieczeństwo, gdyż im też nakazują walczyć, narażając życie.
- Czego tutaj szukają? - zapytała zlękniona.
- Ciebie - odpowiedziały równocześnie.
- Dlaczego?
- Masz dar, więc chcą go wykorzystać do własnych celów.
- Nie mogą! Nie pozwolę im na to! - Wykrzyknęła buntowniczo, zrywając się z fotela.
- Cieszymy się, że to mówisz. Widać, że nasze nauki nie poszły na marne. Tylko ty możesz ich powstrzymać. Przemień się i z naszą pomocą odeprzesz atak.
- Tylko czyją postać mam przyjąć? Muszę być bardzo silna.
- O to się nie martw - odpowiedziały z tajemniczym uśmiechem.
- Co, Williamie? - Szepnął Thomas, podchodząc do czarnowłosego Nocnego Łowcy.
- Delikatne stukanie. Jakby pantofelków o drewno.
- Skąd wiesz jak brzmi taki dźwięk? - zdziwił się Henry.
- Może stąd, że mieszkamy w miejscu, gdzie są drewniane podłogi, a kobiety w Instytucie noszą pantofle - parsknął.
Stali chwilę w całkowitym milczeniu, poszukując zmysłami chociaż najmniejszego odstępstwa od całkowitego spokoju.
- Myślę, że powinniśmy przenieść się w inne miejsce. Stoimy w rozwidleniu korytarzy. Może i łatwo zobaczymy wrogów, ale oni równie łatwo zobaczą nas - zaproponował Herondale.
- Chyba już na to za późno - z głębi wschodniego korytarza rozległ się donośny, lekko chrapliwy, damski głos.
Obrócili się szybko i dostrzegli kobietę w średnim wieku. Jej długie pazury przebiły rękawiczki, a suknia powoli pękała w szwach, jakby ciało pod nią schowane zaczęło pęcznieć.
- Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte! Gdzieś tutaj ukryte jest wsparcie! - krzyknął.
- No co ty nie powiesz? Może jednak ród Nocnych Łowców nie jest w całości stworzony z bandy półgłówków - odwrócił się i zobaczył postać kroczącą wolno przez zachodnie skrzydło. Była bardzo podobna do kobiety, która aktualnie próbowała pokonać Henry'ego. Will ruszył na drugą przeciwniczkę, ale ta odskoczyła od niego i spróbowała zaatakować Thomasa.
Na szczęście lub na nieszczęście. Zależy z jakiej perspektywy na to patrzeć, nie musiał długo się zastanawiać. Nagle usłyszał ciężkie kroki na wyższym piętrze. Odsunął się i spojrzał na balustradę, by po chwili stanąć oko w oko z prawdziwym Goliatem. Jego przeciwnikiem był olbrzymi stwór o napęczniałych z mięśni ramionach, nogach i szyi. W olbrzymich łapach ściskał wielką pałkę i wymachiwał nią na wszystkie strony.
Will uśmiechnął się mimo chwilowego oniemienia. Mógł walczyć, a to było najważniejsze. Mógł poczuć ten haj wojenny, ten spokój i odprężenie, które czuł tylko w takich sytuacjach.
Uspokoił oddech i częstotliwość bicia serca, by jego umysł był czysty i mógł obmyślać strategie i błędy przeciwnika. Nie zamierzał jednak rozpoczynać walki. Nie miał ochoty rozpłaszczyć się na brzuchu olbrzyma jakby uderzył w ścianę.
Olbrzym niemal natychmiast rzucił się z bronią na Willa jakby chciał oderwać jego głowę od szyi. Chłopak skulił się i ominął broń. Może i stwór był wielki i silny, ale dzięki temu Will był szybszy i zwinniejszy.
Chłopak zrozumiał, że może wykorzystać to rozemocjonowanie na swoją korzyść. Goliat nie myślał logicznie, nie posługiwał się taktyka wojenną. Teraz ni było czasu na zastanawianie się nad przyczynami zachowania stwora, tylko na wykorzystanie jego słabości i spróbowanie go wyeliminować.
Za dużo o tym myślała. Za niedługo oszaleje przez zamartwienie się i wymyślanie niestworzonych historii. Sięgnęła po książkę leżąca na szczycie małego stosu przyniesionego przez Mroczne Siostry. Nie zdążyła zerknąć na tytuł, ponieważ usłyszała, że drzwi się otwierają. Przeniosła wzrok na wejście i zobaczyła siwowłosego mężczyznę o zapadłych oczach i ziemistej cerze. Na szyi widoczne były czarne znaki.
„Nocny Łowca”- pomyślała przestraszona.
- Dzień dobry- powiedział.
- Czy jest pan znajomym Mrocznych Sióstr?
Uśmiechnął się ledwo widocznie.
- Można tak powiedzieć. Przyszedłem ponieważ pani towarzyszki oznajmiły mi, iż potrzebuje pani towarzystwa podczas ich nieobecności.
Uśmiechnął się szeroko i podszedł do jej łóżka. Podciągnęła wyżej kołdrę, by zakryć swoje ubranie.
- Nie udawaj wstydliwej demonesso.
- Jak mnie pan nazwał?
- Czyżby nigdy cię tak nie nazywano? Twoje oczy bez gałek ocznych i wydające się pływać włosy mówią same za siebie.
- Słucham?
Popatrzyła na swoje ciało. Wyglądało tak jak zwykle. O czym ten obcy mężczyzna mówił?
- Czyżbyś przejawiała zainteresowania przyziemną kulturą? - zapytał, zauważywszy książkę leżąca na pościeli. - Sądzę jednak że robisz rzeczy ciekawsze niż czytanie Dickensa.
- Co ma pan na myśli?
- Myślę, że wiesz.
Jeszcze nigdy nie widziała, żeby ktoś tak szybko się poruszał. W jednej chwili stał obok łóżka, a w następnym trzymał ją w ramionach, a palca zahaczył o bandaże po wcześniejszym podciągnięciu koszuli niemal do piersi.
- Jakie demoniczne cechy ukrywasz pod warstwami materiału? - spytał drżącym z pożądania głosem. Tessa wyrywała się i próbowała go kopnąć, ale mężczyzna nic sobie z tego nie robił. Odwiązał supeł, a po chwili ich oczom ukazała się wielką rana. Przez szarpania dziewczyny krew znowu zaczęła wypływać i brudzić ciało oraz spódnicę. Mężczyzna położył dziewczynę na ziemi i zawisł nad nią. Zaczęła się rzucać i drapać, by odepchnąć go na tyle, by móc uciec.
Gdy z jego ramienia zaczął spływać czerwony płyn, zrobił coś czego się nie spodziewała. Przyciągnął swoją ranę do jej.
- Siostry powiedziały, że lubisz, a wręcz uwielbiasz, gdy nasza krew miesza się z twoją. Dzięki sprawieniu ci przyjemności Mistrz obiecał mi kolejną dostawę niezbędnego mi leku. Mam nadzieję, że ci się podobało kochana. Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Po tych słowach wstał, pomógł jej podnieść się na nogi, podał jej dłoń, którą następnie ucałował. Te gesty były tak niepodobne do tych, które wykonał kilka chwil wcześniej. Wyszedł nie oglądając się za siebie.
Tessa podciągnęła koszulę, by spróbować zawiązać bandaż. Niestety szmatki były za bardzo poszarpane. Do niczego się już nie nadawały. Zerwała je z siebie i rzuciła w kąt pokoju. Usiadła na podłodze, zachodząc w głowę i próbując zrozumieć co przed chwilą się wydarzyło. Kim był ten mężczyzna? O jaki lek mu chodziło? Kim był Mistrz, którego tytuł został wymówiony z namaszczeniem i ledwo skrywanym lękiem? Dlaczego przyszedł do niej? I dlaczego na litość boską nazywał ją demonessą? Czy naprawdę widział jej ciało innym niż normalnie? Czy ktoś rzucił na niego urok? Ale przecież to niemożliwe. Z drugiej strony potrafiła stać się inną osobą. To też była magia.
- Taka przyjemność mi pan sprawił, że za niedługo umrę od wykrwawienia – powiedziała złośliwe, przypomniawszy sobie jego słowa.
Otworzyła powieść na pierwszej lepszej stronie i przeczytała zdanie, na którym zatrzymał się jej wzrok. Po przeczytaniu jednej frazy, usłyszała jak drewno ugina się pod czyimiś stopami. Wstała, nasłuchując.
***
Gdy powóz skręcił w główną ulicę, Will wyszedł spomiędzy zarośli i szybszym niż poprzednio krokiem skierował się do domu Sióstr.
Kiedy dotarł do drzwi wejściowych, obejrzał się dookoła uważnie, by zdobyć pewność, że nikt go nie śledzi lub obserwuje. Właśnie miał sięgnąć do klamki, lecz na drewnie dostrzegł już blaknący znak otwarcia. Potwierdziło to jego podejrzenia, co do miejsca wyprawy Lightwooda. Mężczyzna nie zamknął drzwi, wychodząc, więc Will mógł wejść do środka bez używania steli i zostawiania kolejnego znaku świadczącego o obecności jednego z Nefilim.
Wszedł wolno do holu, ciągle sprawdzając czy na pewno jest sam.
Zaczął schodzić do piwnicy, gdy usłyszał dziwny dźwięk dochodzący z piętra. Wszedł na górę i wkroczył do pokoju. Nagle poczuł coś ostrego na dłoni. Wytrzeszczył oczy, gdy zrozumiał że na ręce roztrzaskał się dzbanek. Przed nim stała dziewczyna, trzymająca resztki szkła. Wyglądała koszmarnie. Była wykończona, blada i najwyraźniej ledwo trzymała się na nogach.
- Przepraszam - powiedziała łamiącym się ze zmęczenia głosem. - Myślałam, że on wrócił.
- Kto? Czy miał może siwe włosy, a na ciele ciemne tatuaże? – zapytał, mając na myśli Benedicta Lightwooda.
- Takie jak pańskie? Tak. Zaraz... Czy to pan jest Mistrzem?
- Kim?
- Mimo że jest pani ledwo żywa, to nie opuściła pani bezpretensjonalność. Nazywam się William Herondale, ale wszyscy mówią na mnie Will.
- Jest pan Nocnym Łowcą?
- Te Mroczne Siostry dużo pani opowiedziała jak widzę. - Zaśmiał się. - Zgadza się, jestem Nocnym Łowcą. A jak pani się nazywa?
- Panna Theresa Gray.
- Muszę panią stąd zabrać. To nie jest bezpieczne miejsce dla nikogo, a zwłaszcza dla osoby tak rannej.
- Gdzie?
- Do bezpiecznego miejsca.
Rozejrzała się po pokoju jakby szukając pretekstu do zostania? Czy ktoś w ogóle chciałby zostać w tak ogromnym miejscu? Co te kobiety jej nagadały?
- A moje książki...
- Dam pani więcej książek - obiecał, myśląc o bibliotece w Instytucie. Było ich tam o wiele więcej niż na jej stoliku nocnym. - Chodźmy.
Wyszli z pokoju i skierowali się do wyjścia
- Poradzi sobie pani sama? - zapytał.
- Taka sądzę.
Zeszła dzielnie po schodach, gwałtownie i zdecydowanie odmawiając pomocy chłopaka.
- Na Anioła tu jest jak w dziewiątym kręgu piekła- wydusił, czując żar wydobywający się z zamkniętych bocznych drzwi.
- Dziewiąty krąg piekła jest zimny -zaoponowała. Spojrzał na nią zdziwiony . - Inferno. W piekle panuje zimno. Jest skute lodem.
Nagle zachwiała się i tylko dzięki swojej zręczności udało mu się ją złapać nim uderzyła ciałem o ziemię. Okazało się że jest przytomna, ale za słaba żeby iść.
- „Opowieść o dwóch miastach”? – zapytał zdziwiony.
Szybko zaniechał planów i wybiegł z nią na zewnątrz. Gdy zawiało ich londyńskie powietrze, dziewczyna wyszeptała ostatkiem sił:
- Musiał pan tak głęboko wbić nóż?
Spojrzał na nią zdziwiony, ale panna Gray leżała bezwładna w jego ramionach.
Co miała na myśli, mówiąc te słowa? To nie mogły być majaki. Przecież dzisiaj pierwszy raz ją widział, jak więc mogła... Nagle przypomniał sobie swoją pierwszą wizytę w Mrocznym Domu i walkę z Goliatem. Miejsce w którym przebił skórę potwora serafickim nożem. Dokładnie w tym samym miejscu znajdowała się rana dziewczyny. Czy to możliwe, żeby ona... Nie, to było bez sensu. Z drugiej strony przez ostatnie pięć lat Will widział tyle rzeczy, które wcześniej uznałby za niemożliwe, że teraz wszystko wydawało się jak najbardziej prawdopodobne.
Jedno wiedział na pewno. Ta dziewczyna była kluczem do odpowiedzi na wiele pytań, nie dotyczących tylko Mrocznych Sióstr, ale także Benedicta Lightwooda, a może i nawet tajemniczego Mistrza o którym wspomniała na początku.
Szybko pobiegł do Instytutu, mając nadzieję że dziewczyna dostanie leki zanim wykrwawi się na śmierć.
- Dobrze to przemyślałaś siostrzyczko. Panna Gray jeszcze będzie jeszcze bardziej bać Nefilim, a dzięki temu zostanie naszą idealną panią szpieg.
